Wolność w Tybecie.
My wszyscy, których jednoczy jedna idea - ręceprecz odtybetu żyjemy nadzieją, że konflikt w Tybecie w końcu się zakończy. Ciężko jest nam przyjąć kolejne złe informacje o aresztowaniach, pobiciach, zamieszkach i kolejnych ofiarach pokojowych manifestacji. Już dość mamy słuchania jak okrutnie działają chińskie siły zbrojne. Dość już przelanej niewinnej krwi. Od samego początki konfliktu, od 1949 roku w zamieszkach i manifestacjach zginęło już ponad 1 200 000 osób, czyli jedna piąta całego narodu. Prezydent chiński jest winien wszystkiego, obarczamy go winą za wszystko zło jakie zostało wyrządzone ludzkości tybetańskiej. Nie słuchamy żadnych tłumaczeń. Ludzkość tybetańska jest bezbronna wobec okrutnego terroru i despotyzmu. Ci co jeszcze żyją albo walczą o wolność swoich przekonań i wolność albo uciekają, narażając swoje życie i zdrowie. Uciekają przez Himalaje do Indii do swoich braci na emigracji i do Dalajlamy. W wyniku mordów i ucieczek na ojczystych ziemiach pozostała niewielka ilość rodowitych Tybetańczyków. Tybetańczycy na swoich ziemiach stanowią mniejszość narodową. Oby ten obłęd jak najszybciej się zakończył.