Sztuka negocjacji
Pewnie wam się wydaje, że negocjacjami zajmują się tylko międzynarodowi politycy lub przywódcy związków zawodowych, siedząc wokół wielkich stołów ze stertami dokumentów. Tak naprawdę nie rozgrywają się one tylko wokół stołów. Negocjacje toczą się w toalecie pomiędzy sesjami, podczas lunchu i w ciemnych cuchnących korytarzach, tak by nikt nie złapał uczestników na pertraktacjach z przeciwnikiem. Następnie obaj negocjatorzy wracają do sali konferencyjnej i wygłaszają przemówienia na poparcie tezy, że argumenty drugiej strony są stekiem bzdur. Negocjujemy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Negocjujemy z naszymi partnerami, dziećmi, współpracownikami. Negocjacje polegają na osiągnięciu obopólnej zgody mimo konfliktu interesów. W ostatnich latach świadomość znaczenia negocjacji jako umiejętności znacznie wzrosła. Co dziwne, dopiero niedawno włączono ją do programu kształcenia prawniczego - choć niewątpliwie stanowi znaczną część podejmowanych przez prawników działań. Długo jednak ludzie traktowali negocjacje jako coś, czego nie sposób się nauczyć: albo się to ma, albo nie. W gruncie rzeczy sztuki negocjacji można nauczyć, co potwierdzają liczne kursy, ale negocjacje formalne nadal stanowią twardy orzech do zgryzienia, przy jednoczesnym niebezpieczeństwie nadmiernych uproszczeń. Nam jednak chodzi o negocjacje jako umiejętność użyteczną na co dzień. Skoro zaś tak często ją wykorzystujemy, błędne rozumienie negocjacji - być może z powodu naszego nieświadomego jej stosowania - jest źródłem wielu nieporozumień.